Advantix na kleszcze Odrobaczanie
Forum Klubu Molosa
czytelnia
Galeria Molosów
psy, rasy, molosy, kynologia, pies
Psy - molosy.pl PIES weterynaria rasy psów informacje Mecenat

Znani i lubiani - lekarze weterynarii - Kourou Dembele

 

Czytelnia Molosy.pl > Znani i lubiani

 

Nazywają go szamanem – Rozmowa z Kourou Dembele

 

   Nazywają go szamanem, bo stawia diagnozę ledwie dotknąwszy zwierzęcia. Sam Kourou Dembele mówi, że to po prostu splot intuicji i wiedzy medycznej.

Wszystko zaczęło się od Pepe - mojego boksera, który nieustannie coś „łapał". A to zapalenie uszu, a to anginę czy egzemę. Jedna choroba goniła drugą, a ja wędrowałam z Pepe od przychodni do przychodni. Gdy po raz kolejny szukałam wśród znajomych „jakiegoś dobrego specjalisty", usłyszałam historię o rottweilerze cudem uratowanym od śmierci. Psa zdiagnozowano bezlitośnie: rak trzustki. Lekarze radzili go uśpić, żeby się nie męczył. Ale właściciele, zakochani w zwierzaku, nie mieli serca tego zrobić. Wtedy właśnie ktoś poradził im pójść do weterynarza z Afryki rodem. Nie mieli nic do stracenia. W przychodni przywitał ich ciemnoskóry mężczyzna. Obejrzał psa dokładnie, obmacał, rzucił okiem na wyniki badań i polecił odstawić wszystkie leki. - Pomoże tylko właściwa dieta - stwierdził.
Po tygodniu pies był jak nowy. „Rak" się rozpłynął, bo go wcale nie było. Chorobę wywołała zła diagnoza i przedawkowanie lękowa Po usłyszeniu tej historii natychmiast postanowiłam odnaleźć owego „cudotwórcę".

Woda i cień cenniejsze od złota
Leżące w Afryce północno-zachodniej Mali to kraj rozpaczliwie biedny, a jednocześnie bajecznie bogaty. Biedny, bo „pożerany" przez zachłanną, stale rozrastającą się pustynię, pozbawiony dostępu do morza, z upiorną regularnością nawiedzany przez susze, klęski nieurodzaju i epidemie.
Ktoś kiedyś powiedział, że cień i woda są tam cenniejsze od złota. Jednak za kurtyną materialnego niedostatku chowa się inne Mali - wspaniałe, zapierające dech w piersiach krajobrazy, dzikie zwierzęta, barwna mozaika plemion i kultur, kraj ludzi wytrzymałych, cierpliwych i pogodnych jak niebo nad Saharą.
Właśnie stamtąd pochodzi ów „szaman", doktor Kourou Dembele, niegdyś obywatel Mali. dziś weterynarz-dermatolog, mieszkaniec warszawskiego Ursynowa,
Nie będę opisywać, jak trudno było umówić się z kimś, kto pracuje w tylu miejscach. Dość powiedzieć, że po obdzwonieniu kilku przychodni dla zwierząt, redakcji tygodnika i placówki akademickiej byłam coraz bliższa uwierzenia, że to nadprzyrodzone moce pomagają temu człowiekowi, dolewając kawy, masując zbolałe plecy i teleportując z Ochoty na Żoliborz, via Ursynów. Mój upór został nagrodzony - miałam okazję nie tylko przedstawić swego psa, ale i poobserwować doktora Dembele w jego żywiole przy czworonożnych pacjentach oraz poznać dziwne ścieżki losu, które z gorącego Mali przywiodły go do Polski.

Pod opieką mocy
Jako młody chłopak Kourou cieszył się wśród znajomych opinią niegroźnego wariata. A wszystko z powodu przyjaźni z psem. - Leczyłem go - przyznaje z dumą. - Kiedy się skaleczył, dezynfekowałem ranę, zakładałem i zmieniałem opatrunki. Sąsiedzi, widząc to, stukali się w czoło - opowiada.
W Afryce zwierzęta traktuje się zupełnie inaczej. W Polsce zwierzę to członek rodziny: wychowuje się razem z dziećmi, jest rozpieszczane, dokarmiane. W Mali zwierzę jest po to, żeby służyć człowiekowi. Jeżeli się wywiązuje, jest „dobre" i lubiane przez właścicieli, ale kiedy zachoruje, jest zdane samo na siebie, bo w Mali wystarczająco trudno jest o lekarstwo i opiekę medyczną dla ludzi.
- Ale ja nie mogłem zostawić przyjaciela - psa bez pomocy. Dlatego dosyć wcześnie zapragnąłem zostać chirurgiem albo weterynarzem - wspomina doktor. Kourou Dembele dopiął swego.

Chory z braku słońca
Świeżo upieczony student weterynarii w listopadzie 1982 roku ze swojej wypalonej słońcem ojczyzny trafił do Polski - sparaliżowanej stanem wojennym, zimnej, szarej i nieprzyjemnie mokrej o tej porze roku.
- Na początku byłem w szoku... - przyznaje z pewnym ociąganiem. - Padał śnieg, w sklepach było wielkie „nic", wszystkie towary na kartki, także jajka i buty! - nawet po dwudziestu latach na wspomnienie absur du reglamentacji w głosie doktora Dembele pojawiają się nuty szczerego zdziwienia. - Ale najgorsze ze wszystkiego było to, że słońce zachodziło o 15.00 - ciągnie opowieść. - W Mali dni nigdy nie są takie krótkie! A tutaj, czwarta po południu i ciemno! Przez pierwszych kilka tygodni ja i inni przybyli tu mną z Afryki koledzy studenci nie mogliśmy się pozbierać - zmierzchało, a my odruchowo zasypialiśmy -dodaje.

Cześć, to ja, przyjaciel
Naszą rozmowę przerywa pukanie do drzwi. Przyszedł pacjent. Młody mężczyzna wprowadza do gabinetu lekko przestraszonego rocznego dobermana. Lekarz klęka przy psie. Klepie go lekko po uszach, podstawia dłoń do obwąchania, jakby chciał powiedzieć:
„Cześć, to ja, Kourou. przyjaciel. Nie ma się czego bać".
Doberman siada uspokojony. Doktor ogląda delikwenta, zadaje kilka rzeczowych pytań, jego opiekunowi, wysłuchuje ze zrozumieniem historii pielgrzymek po warszawskich klinikach dla zwierząt, przegląda imponującą listę leków przepisanych przez kolejnych weterynarzy. A potem mówi, co psu dolega. Tak po prostu! Każe odstawić wszystkie leki. (- Często właśnie one powodują zmiany, brane omyłkowo za objawy choroby - wyjaśnia mi później). Wreszcie długo, szczegółowo i zaskakująco zrozumiale tłumaczy opiekunowi dobermana, na czym polega choroba, jak ją trzeba leczyć. Jestem pod wrażeniem. Jakże łatwiej jest pomóc własnemu zwierzęciu, kiedy pozna się prawdziwą naturę jego problemu.

Byle nie przekombinować
Pacjent wychodzi, a my wracamy do rozmowy. Pytam o opiekunów zwierząt, którym pomagał jako początkujący lekarz w latach osiemdziesiątych; czy zawsze traktowali go z taką uprzejmością i zaufaniem jak właściciel dobermana? - Początkowo mieli opory. Nawet kiedy już dorobiłem się stopnia naukowego. Często zdarzało się, że wchodząc do gabinetu na konsultację widziałem, jak właścicielom moich pacjentów robią się wielkie oczy. Cierpliwie znosiłem to, że zamiast do mnie, mówiono do towarzyszącego mi pomocnika -studenta, nieupoważnionego do stawiania jakichkolwiek diagnoz, ale białego. Nie dziwiłem się temu. Gdybym w Afryce trafił nagle do lekarza Hindusa, też bym zdębiał. A poza tym, inny kolor skóry to wspaniały doping. Jeśli człowiek aż tak wyróżnia się z tłumu, to nie ma mowy o uchylaniu się od odpowiedzialności za popełnione błędy - opowiada doktor Dembele, Czy wie, że cieszy się opinią szamana, który stawia trafną diagnozę ledwo dotknąwszy pacjenta? - Dochodziły mnie takie słuchy - potwierdza. - Nie potrafię wytłumaczyć tego fenomenu, po prostu mam intuicję. Tu nie chodzi o wiedzę, o książki. Chociaż to się też przydaje... - mruga porozumiewawczo. - Czasami nie muszę nawet robić badań. Po prostu każę odstawić wszystkie leki i choroba sama przechodzi. Najważniejsze to umieć zaczynać od podstaw, nie przekombinować.
A może jakieś historie o ciekawych przypadkach? Proszę bardzo: specjalnie dla „Wróżki" historia o kotach-cwaniakach. - Umówiłem się z pewną panią, że przyjadę do niej do domu koło drugiej po południu zaszczepić koty. Niestety, kiedy dotarłem na miejsce. okazało się, że czworonogi (które na ogół przesiadywały w domu i tylko od czasu do czasu wyskakiwały na spacer do ogródka) wstały rano i... zapadły się pod ziemię. Nie pomogły ani nawoływania, ani wystawiona miska z pachnącym jedzeniem. Czekałem i czekałem, słuchając przeprosin zdezorientowanej właścicielki, ale o 16.00 musiałem wracać do kliniki. Koty stawiły się na parapecie równo o 16.10, kiedy byłem już w drodze do pracy. Skąd te bestie wiedziały, kiedy zaczyna się mój dyżur?
Doktor Dembele też jest „właścicielem" jednej „bestii": rasowego ocicata (cechy szczególne: mieszanina pasków, łatek i prążków, srebrzyście lśniące futro oraz silna osobowość) o wdzięcznym imieniu Jambo. - Uratowałem kiedyś kotkę tej rasy. Miała zatrucie cią żowe i porażenie poporodowe, ale udało mi się wy-kurować i ją, i jej maluchy. Wdzięczny hodowca dał mi jednego kota z miotu w ramach podziękowania. Teraz, kiedy wracam z pracy, Jambo biegnie do mnie miaucząc i nie wpuszcza mnie do domu, dopóki go nie pogłaszczę. No i oczywiście sypia razem ze mną i moją żoną w jednym łóżku.

Wąż w truskawkach
Okazuje się jednak, że są na tym świecie zwierzęta, na widok których „szaman" traci rezon. - Panicznie boję się węży - wyznaje, a ja zastanawiam się, jakim cudem przetrwał tyle lat w Afryce. - Nie mogę na nie patrzeć nawet w telewizji, od razu dostaję gęsiej skórki i zmieniam kanał.
Kiedyś pojechałem z kolegami na saksy do Szwecji. Zbieraliśmy truskawki, kiedy między liśćmi zauważyłem żmiję. Uciekłem z krzykiem, a potem dostawałem ataków paniki za każdym razem, gdy coś mnie połechtało w łydkę. Na dodatek moi koledzy złapali to paskudztwo i dla żartu przynieśli mi je w pudle do pokoju. Ze strachu wyłem jak głupi i byłem gotowy wyskoczyć przez okno. Pewnie bym to zrobił, gdyby usiłowali podejść bliżej. Na szczęście w Polsce o „prawdziwego" węża trudno. Miejska fauna sprowadza się do gołębi, kotów-dachowców i licznych gatunków karaluchów. Może to jeden z powodów, dla których doktor zadomowił się u nas.
- Moje miejsce jest tutaj - mówi. - Nauczyłem się polskiego. Ożeniłem się, mam dziecko, pracę, studentów i przyjaciół. Gdybym wrócił teraz do Afryki, nie umiałbym tam żyć - uśmiecha się Polak z Mali. który baobaby zamienił na topole, sawannę na mazowiecką równinę, a słodkie bataty na schabowego z kapustą.
Wspaniale mówi po polsku. Co najważniejsze, jest optymistą. Jego pozytywne wibracje przechodzą na właścicieli i na zwierzęta. A przecież, aby wyzdrowieć, trzeba przede wszystkim wierzyć w swoje siły i w umiejętności lekarza. Być może - oprócz wiedzy, talentu i niezwykłej intuicji lekarskiej - tajemna moc pomaga doktorowi Dembele w tak skutecznym przywracaniu zwierzętom zdrowia, o czym mój pies przekonał się równie dobrze jak ja.

 

>>> przyślij swój artykuł do redakcji na adres email: molosy@molosy.pl

 

Źródło: Weronika Kowalkowska, Śpiący z kotami, WRÓŻKA, Nr 4/2003, s.36-38

Serwis Molosy.pl www.molosy.pl

powrót do strony głównej czytelni serwisu kliknij tu!


Źródło: Serwis Molosy.pl www.molosy.pl

 

powrót do góry: kliknij tu...

 

 
 

Molosy.pl ] wstecz ]

 

 

| redakcja | kontakt przez formularz | Molosy.pl | PIES Dwumiesięcznik ZKwP | Mam Serce dla Psów |
| Zdrowie Psów | Rasy psów - Molosów | Informacje Kynologiczne Molosy.pl | Dysplazja | Mecenat i Partnerzy Serwisu |

| Kleszcze | Pchły | Komary | Robaki | Odrobaczanie psów | Bayer HealthCare Dział Weterynaryjny | VetriDerm |
|
Advantage - Zapobieganie i Zwalczanie Inwazji Pcheł | VetriDerm | "Wszystko dla Psów" - NOWY Dział Reklamowy !!!
Bayer HealthCare Dział Weterynaryjny Mecenas walki z pasożytami u psów!

Copyright © wszelkie prawa zastrzeżone 2002 - 2011 Serwis Molosy.pl